2012-05-21 (20:24:12)

Bez tematu

Czy wspominałam już, że nie lubię słowa "umówić".
Cholera, Anka, w co Ty się pakujesz?

Jeden raz i koniec.



Ania

skomentuj (4)


2012-05-16 (11:41:39)

Pięknie

Tajemnicza lista X przesłana przez kolegę uświadomiła mi, że moja uczelnia kryje w sobie więcej sekretów niż Hogwart. Nagle okazało się, że jestem z dwojgiem kolegów zapisana u jakiegoś pana Jana K. na projekt, najprawdopodobniej z budownictwa ogólnego. Przynajmniej tak wynika z naszych domniemań.

Nieznany mi człowiek, nieznany termin, nieznany zakres itd.

Nie wiem o co tutaj chodzi, ale nagle zaczęłam myśleć o tym, ile danych na mój temat krąży już po internecie i to nawet wyłączając portale społecznościowe i ten blog. Koszmar jakiś...

Za to wczoraj był chyba 13-sty, ewidentnie 13-sty piątek. Prawdopodobnie nasz kalendarz gregoriański jest przesunięty o kilka dni.
Miałam zajęcia na 7:30 i wieczorno-nocne kolokwium o 20:15. Pomijam już fakt, że spędziłam cały dzień w Gdańsku u koleżanki i poszłam na to zaliczenie półprzytomna tak jak rok temu, gdy napisałam na koniec na pracy, że pole koła to (πR^2)/2...

Warty odnotowania jest fakt, że kolokwium, które miało odbyć się między godziną 20:15, a 21:00 nie dość, że zostało przerwane z powodu awarii prądu to na dodatek z powodu zamieszania wynikłego z braku konkretnych ustaleń, co do przerwania, bądź nie, trwało dłużej i zakończyło się dopiero o godzinie 21:30, tak, że ostatecznie wsiadłam dopiero w pociąg powrotny do domu o 22:09.
Wiedziałam, że nie będę miała autobusu, więc wzięłam rano samochód i zaparkowałam koło dworca, żeby spokojnie przyjechać i nie tracić pieniędzy na taksówkę do domu bo nocne chodzenie zdaniem Pana Domu jest niebezpieczne, ale po przyjeździe około 23:00 okazało się, że autoalarm nie działa i drzwi nie otwierają się automatycznie, a sam samochód nie odpala, co oznaczało (wtedy nie byłam tego pewna) rozładowany akumulator...

No i zaczęło się...

Pan Domu mnie zbrukał przez telefon za głupotę, powiedział, że nie powinnam brać samochodu i zostawiać go na dworcu, więc załamana, nie wiedząc o co chodzi i jak postąpić, postanowiłam wrócić pieszo i zostawić go na parkingu. Nie spieszyłam się, bo wiedziałam co będzie się działo jak wrócę i  nie myliłam się. Gdy przyszłam około 23:40 do domu zaczął krzyczeć na cały dom, że "zachciało się głupiej samochodu" łamiąc ciszę nocną i nie zważając w ogóle na to, że nie mieszka w tym domu sam, a ja zamknęłam się od razu w pokoju i poszłam spać bez słowa wyjaśnień, płacząc jak kretynka w poduszkę.

Dziś rano o 6:00 pojechałam na dworzec z koleżanką siostry, która zawsze jeździ własnym samochodem i dowiedziałam się, że najprawdopodobniej zostawiłam zapalone światła, bo akumulator był całkowiecie wyczerpany. Najdziwniejsze jest jednak to, że nasz samochód reaguje głośnym sygnałem alarmowym, gdy ktoś zostawi go z zapalonymi światłami, więc zawsze gdy dochodziło do takiej nieuwagi z mojej strony, potrafiłam szybko zorientować się, gdzie leży mój błąd, a tym razem nic. Nie wiedziałam w końcu potem, czy zostawiłam te światła, czy włączyłam je w nocy automatycznie wraz z pierwszą próbą uruchomienia silnika. Byłam już wtedy zbyt zmęczona, żeby dobrze pamiętać cały przebieg zdarzeń. Nie wiem. Nigdy nie należałam do najbystrzejszych kobiet pod tym względem...

Ostatecznie ojciec koleżanki przyjechał i zabrał akumulator do ładowania, a skończona kretynka Ania wróciła do domu i próbując opanować senność i zmęczenie zabiera się w tym właśnie momencie za projekt z dróg szynowych, chociaż nadal kręci się jej w głowie od całego tego zamieszania...

Podsumowanie tygodnia:

- Ojciec uważa mnie za kretynkę.
- Mama mi współczuje.
- Siostra mnie pociesza i uczy się po nocach na kolokwia.
- A. próbuje mnie pocieszyć, ale kończy się zawsze na tym, że skupiamy się na jej problemach i to ja pocieszam ją i zbieram ciężar jej osobistej spowiedzi próbując jak najlepiej zapamiętać zawiłości jej prywatnej wersji "Trudnych spraw".
- B. uważa mnie za inteligentkę, z którą nie jest godzien rozmawiać i robi projekty.
- M. to idiota, który wytrąca mnie z równowagi wiadomościami na fb w stylu "Nie drażnij lwa", "Wrrrr" tak, że mam ochotę wywalić monitor przez okno.
- Moja grupa kocha mnie o obliczu zbliżającej się sesji.
- Jestem chora i od tygodnia kaszlę jak gruźlik.
- Źle policzyłam zadanie na "kolokwium po omacku" i nie wiem czy je zdam.
- Muszę poprawić projekt z dróg szynowych oraz dróg i autostrad


Ale mam to już wszystko serdecznie gdzieś. Włączam ulubiony album, coś ze sceny dark independant, elektronika z mocnym bitem w tle i jedziemy!

Jest pięknie.



Ania

skomentuj (2)